Daniel Ściślak pompuje piłki, a później wychodzi w pierwszym składzie Górnika Zabrze.

Dzisiaj idę na rekord – tak zwykle wita się ze szkoleniowcami nastolatek przed zajęciami na siłowni, czy treningami motorycznymi. Przy Roosevelta rozwija się w błyskawicznym tempie.

Pompuję piłki, zbieram je po treningach, meczach, noszę pachołki. Jestem jednym z najmłodszych w drużynie i podobnie jak inni zawodnicy z podobnych roczników, robię to, co do mnie należy. Wcale mi to nie przeszkadza – zapewnia.

Dla większości zawodników przejście z Centralnej Ligi Juniorów do Ekstraklasy to jak przesiąść się nagle z roweru na samochód. Chłopcy z jazdą autem powoli w miarę sobie radzą, ale nie potrafią płynnie i spokojnie prowadzić wozu. To spotkało w Zabrzu między innymi Marcina Urynowicza, który w jednym sezonie w drużynach juniorskich Gwarka Zabrze strzelił ponad 70 goli, a później nie zaistniał w pierwszym zespole Górnika. 

Przedszkolak z Żurkowskim 

Ściślak podążą inną drogą. W Zabrzu przekonują, że jest to ścieżka podobna do tej, którą wydeptał o trzy lata starszy Szymon Żurkowski. Obaj są wychowankami MOSiR Jastrzębie. – Kiedy miałem pięć lat, Szymon trenował razem z moim bratem Bartoszem (obecnie gra w Gwarku Ornontowice – przyp. red.), czasami przychodziłem na treningi, podawałem im piłki, trochę pokopałem, ale w meczach o punkty razem z Szymonem nigdy nie zagraliśmy – mówi „Przeglądowi” nastolatek, który podobnie, jak sprzedany do Fiorentiny za 3,7 mln euro piłkarz, występuje na pozycji ofensywnego pomocnika. Obaj mają dobry przegląd pola, są ambitni, waleczni. Żurkowski jest jednak silniejszy fizycznie, Ściślak bazuje bardziej na technice. Przez lata obecny gracz włoskiej Serie A grał w bejsbola, był nawet w reprezentacji Polski juniorów, nowy pomocnik Trójkolorowych ma za sobą za to treningi lekkoatletyczne.

Kiedy miałem trzynaście lat, kopałem piłkę w Jarocie Jarocin, ale w Szkole Mistrzostwa Sportowego biegałem. Wziąłem nawet udział w nieoficjalnych mistrzostwach Polski w tej kategorii wiekowej (Ogólnopolski finał „Czwartków Lekkoatletycznych” – przyp. red.), w biegu na tysiąc kilometrów zająłem 12. miejsce. Futbol jednak zawsze był dla mnie sportem numer jeden – przypomina. – Mnie i Szymona dużo łączy, ale mamy odmienne style gry. Każdy młody chłopak chciałby podążać jego śladami, na pewno jest jednym z moich wzorców – przyznaje młodzian, który latem na stałe dołączył do pierwszej drużyny. 

Podobnie jak w Lechu 

Poza grą w rezerwach Górnika, MOSiR Jastrzębie i w Jarocie, jesienią w sezonie 2013/14 Ściślak występował w zespole juniorów Lecha Poznań. – Jak na swój wiek, trochę już tych klubów miałem, ale było to spowodowane przeprowadzkami. Najpierw mieszkaliśmy na Górnym Śląsku, potem w Wielkopolsce, by znowu wrócić w rodzinne strony. W Poznaniu bardzo podobało mi się to, że w mieście żyją futbolem i Lech ma tylu kibiców. W Zabrzu jest podobnie – przekonuje.

Jeszcze kilka miesięcy temu w CLJ jego grę obserwowała garstka osób. Na ostatnim meczu ligowym z Koroną (3:0) było ponad osiemnaście tysięcy widzów. Kiedy pod koniec spotkania chłopak schodził z murawy, kibice owacyjnie dziękowali mu za grę. Koledzy z drużyny są pozytywnie zaskoczeni, że nastolatek ze stoickim spokojem podchodzi do meczów, na murawie jest tak opanowany, jakby miał w CV setki spotkań ligowych. W Zabrzu niektórzy żartują, że chłopak nie ma układu nerwowego. – Nie przesadzajmy, przed meczem z Koroną stresowałem się, ale w trakcie głośny doping dodawał mi skrzydeł. Mam różne marzenia i jedno z nich spełniło się, bo chciałem zagrać przed taką publiką. Kolejne to zdobycie bramki, asysty, a na następne przyjdzie czas – uśmiecha się zawodnik, który nie ma kompleksów.

Nikt do drużyny nie musiał go także wprowadzać. – Już wcześniej miałem czasami okazję trenować z pierwszym zespołem – wyjaśnia. Starszyzna szybko go zaakceptowała, bo Ściślak to bardzo pogodna osoba. – Ciągle się uśmiecham. Skąd czerpię tę pozytywną energię? Taki mam po prostu charakter – dodaje. Na meczach w Zabrzu na trybunach jest wielu jego fanów, przyjeżdża rodzina z Jastrzębia, ale także wujek Marcin Bednarek. – Piłkarzem zostałem głównie dzięki dziadkowi i wujkowi. Dziadek mnie i brata zawoził na treningi, a wujek doradzał, zachęcał – tłumaczy. W ekstraklasie Bednarek rozegrał osiem meczów w barwach Odry Wodzisław, grał również między innymi w GKS Jastrzębie i w czeskim Fotbal Trzyniec. 

Sam nie wierzył

Przed rozpoczęciem sezonu nikt nie przymierzał Ściślaka do pierwszego składu, chociaż przy Roosevelta przygotowywano go do tego od dwóch lat. – „Ścisły” grał w zespole rezerw, Centralnej Lidze Juniorów, robił postępy i dlatego trafił do jedynki, a teraz pokonuje kolejne etapy – cieszy się Marcin Brosz. Nastolatek jednak nie przypuszczał, że tak szybko znajdzie się w jedenastce. – Kiedy latem sprowadzono Alasanę Manneha i Filipa Bainovicia, myślałem, że będzie mi bardzo ciężko o jakiekolwiek minuty gry, bo oni posiadają dużą jakość piłkarską – zdradza.

Cały artykuł pod tytułem: „Nastolatek lepszy od gościa z Barcelony” znajdziecie na https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/pko-ekstraklasa/gornik-zabrze/daniel-scislak-sylwetka-mlodej-gwiazdki-gornika-zabrze/r7tpl79

Fundacja Górnika Zabrze informuje, iż zadania publiczne w dziedzinie kultury fizycznej realizowane są ze środków MIASTA ZABRZE.

Dane Fundacji Górnika Zabrze

ul. Roosevelta 81, 41-800 Zabrze,
NIP: 648-27-65-507,
KRS: 0000414081

Szybki kontakt

akademia@gornikzabrze.pl
l.milik@gornikzabrze.pl
tel. kom. +48 512 129 340
tel. stac. (32) 438 66 05

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2018 Akademia Górnika Zabrze

wykonanie i utrzymanie MGK.net.pl